Pierwsze dziesięć minut
Piankę zakłada się w bazie na strój kąpielowy i wydaje się absurdalna — dokładnie do chwili, gdy znajdziesz się w wodzie. Kask, kamizelka, wiosło. Potem instruktaż: krótki, bez teatru — jak trzymać wiosło, garstka komend, które usłyszysz, i co robić, jeśli ty albo ktoś inny wypadnie.
Potem niesiecie ponton w dół, wsiadacie, a zimno przychodzi naraz. Ta pierwsza minuta jest najgorsza w całym dniu i dostaje ją każdy w tej samej chwili — to połowa powodu, dla którego w pontonach jest tyle śmiechu.
Czego rzeka naprawdę od ciebie wymaga
- Wiosłuj, gdy przewodnik każe. Przestań, gdy każe przestać. Na tym naprawdę polega całe zadanie.
- Siedź tam, gdzie cię posadzono. Rozsadzenie to kwestia wyważenia, a nie gustu.
- Kask i kamizelkę zostaw na sobie przez całą drogę, także na płaskich odcinkach, gdzie wydają się zbędne.
- Wejdź do wody na postojach, jeśli masz ochotę. Nikogo się nie popycha, a sporo osób zostaje w pontonie.
Czego nie będziemy dramatyzować
Nie podajemy, ile osób siedzi w pontonie: to ustalenie bazy w dniu wyjazdu, a w naszych zapisach nic tego nie przesądza. Nie powiemy ci też, że spływ jest przerażający ani że to spokojne dryfowanie. Nie jest ani jednym, ani drugim; uczciwie: on się przeplata.
Długie spokojne odcinki są jego pełnoprawną częścią. Jeśli wyobrażasz sobie czternaście kilometrów nieprzerwanej bystrej wody, popraw obraz: są bystrza i są szkliste fragmenty, gdzie kanion się zwęża i wszyscy milkną.
Po wodzie
Przebierasz się w suche rzeczy i jesz porządnie, w zacienionej restauracji nad rzeką. Większość jest głodniejsza, niż się spodziewała, i cichsza niż w drodze w górę.
Potem droga powrotna, w trakcie której autokar pełen dorosłych niezawodnie zasypia. Wieczór planuj luźno.